Mówcie co chcecie, ale nie ma bardziej ciepłej (wewnętrznie), cudownej pory roku niż zima. Najbardziej na świecie lubię budzić się rano i odkrywać pierwszy śnieg za oknem (cieszę się wtedy jak dziecko). Kuba czasami nawet budzi mnie w środku nocy mówiąc "dzidziu, dzidziu patrz śnieg", bo wie, że uwielbiam to uczucie, ciepły koc, herbata i widok leniwie opadających płatków śniegu.
W weekendy uwielbiam zakopać się w kocu z książką lub serialem, zrobić sobie ogromny kubek herbaty i po prostu odpoczywać. No i są święta.
Gdzieś w połowie października zaczynam robić sobie herbatę świąteczną, z pomarańczą, cynamonem, goździkami. W listopadzie do tego zestawu dochodzą jeszcze nucone pod nosem, albo nieśmiało grające z komputera piosenki świąteczne, najlepiej w wykonaniu klasyków, moich cudownych zaklinaczy świąt Franka Sinatry, Deana Martina, Binga Crosby*iego.
Zwykle już w październiku z Cioteczką M (drugą, nie tą od zapiekanej cukinii) planujemy pierniczki, wypieki, przerzucamy się przepisami na świąteczne ciasta, ciasteczka. A już od listopada planujemy naszą podróż do hali skarbów - targu kwiatowego na którym w sezonie kupujemy ozdoby, bombki, sznureczki, torebeczki i wszystkie te cuda, niezbędne do świąt.
Tak, nucąc pod nocem "baby it's cold outside" właśnie planuję świąteczne wypieki i upominki. Za chwilę zaparzę sobie gorącą herbatę o zapachu pomarańczy i goździków i zapadnę się w plany, marzenia i kulinarne zapiski sprzed lat.
Tak, jestem szybsza niż tesco i cocacola. Musiałam się przyznać!:)
W weekendy uwielbiam zakopać się w kocu z książką lub serialem, zrobić sobie ogromny kubek herbaty i po prostu odpoczywać. No i są święta.
Gdzieś w połowie października zaczynam robić sobie herbatę świąteczną, z pomarańczą, cynamonem, goździkami. W listopadzie do tego zestawu dochodzą jeszcze nucone pod nosem, albo nieśmiało grające z komputera piosenki świąteczne, najlepiej w wykonaniu klasyków, moich cudownych zaklinaczy świąt Franka Sinatry, Deana Martina, Binga Crosby*iego.
Zwykle już w październiku z Cioteczką M (drugą, nie tą od zapiekanej cukinii) planujemy pierniczki, wypieki, przerzucamy się przepisami na świąteczne ciasta, ciasteczka. A już od listopada planujemy naszą podróż do hali skarbów - targu kwiatowego na którym w sezonie kupujemy ozdoby, bombki, sznureczki, torebeczki i wszystkie te cuda, niezbędne do świąt.
Tak, nucąc pod nocem "baby it's cold outside" właśnie planuję świąteczne wypieki i upominki. Za chwilę zaparzę sobie gorącą herbatę o zapachu pomarańczy i goździków i zapadnę się w plany, marzenia i kulinarne zapiski sprzed lat.
Tak, jestem szybsza niż tesco i cocacola. Musiałam się przyznać!:)













