Historia wege smalczyku zaczyna się od Agnieszki.
Ponieważ nigdy w życiu nie jadłam "prawdziwego smalcu" było to dla mnie doświadczenie totalnie nowe, Aga jednak wie jak powinno smakować i co to jest, dlatego ona zaczęła przygodę z wege wersją tego przysmaku, zrobiła absolutnie obłędny i nagle odkryłam że to jest to co mi pasuje, więc pociągnęłam temat, bo przecież wiadomo, muszę po swojemu.
Premiera Agi smalczyku miała miejsce na II wege targu, z którego relację już wkrótce spiszemy. Tymczasem przedstawiam wam moją wersję.
ps. smalczyk to ładne słowo, bardziej mi pasuje niż smalec, więc mimo że kpię zawsze ze zdrobnień, tym razem będę się go trzymać!:)
1 jabłko
1 duża, lub 2 mniejsze cebule
3 suszone śliwki
dwie łyżki oleju (ja użyłam słonecznikowego)
dwa listki laurowe
3 ziarna ziela angielskiego
2 łyżeczki suszonego majeranku
1 łyżeczka suszonego lubczyku
1,5 łyżeczki sosu sojowego
3-4 łyżki wody
sól, pieprz
Cebulę kroję w piórka, jabłko w drobną kostkę. Na patelni rozgrzewam olej z dodatkiem wszystkich przypraw. Cebulę i jabłka smażę aż cebula zacznie się rumienić. W tym czasie w blenderze rozdrabniam fasolę, dodając pod koniec suszone śliwki, wodę oraz sos sojowy.
Gdy cebula jest już złota, a jabłka delikatnie się rozpadają dodaję na patelnię rozdrobnioną fasolę, wszystko dokładnie ze sobą mieszam i smażę jeszcze chwilę. Przyprawiam do smaku solą i pieprzem.
Jeśli cebulę pokroiłam zbyt niedbale, na koniec jeszcze raz wszystko wrzucam do blendera(wyrzucając wcześniej liście laurowe i ziele angielskie) i lekko rozdrabniam. Jeśli jednak jest w odpowiednio małych kawałkach, przekładam wszystko do pojemniczka i odstawiam do ostygnięcia.
Podaję z domowym chlebem na zakwasie (o pieczeniu chleba już wkrótce napiszę), oraz ogórkiem kiszonym.
Smacznego!
Ponieważ nigdy w życiu nie jadłam "prawdziwego smalcu" było to dla mnie doświadczenie totalnie nowe, Aga jednak wie jak powinno smakować i co to jest, dlatego ona zaczęła przygodę z wege wersją tego przysmaku, zrobiła absolutnie obłędny i nagle odkryłam że to jest to co mi pasuje, więc pociągnęłam temat, bo przecież wiadomo, muszę po swojemu.
Premiera Agi smalczyku miała miejsce na II wege targu, z którego relację już wkrótce spiszemy. Tymczasem przedstawiam wam moją wersję.
ps. smalczyk to ładne słowo, bardziej mi pasuje niż smalec, więc mimo że kpię zawsze ze zdrobnień, tym razem będę się go trzymać!:)
do przygotowania używam:
blender, patelnia
przepis:
1 puszka białej fasoli1 jabłko
1 duża, lub 2 mniejsze cebule
3 suszone śliwki
dwie łyżki oleju (ja użyłam słonecznikowego)
dwa listki laurowe
3 ziarna ziela angielskiego
2 łyżeczki suszonego majeranku
1 łyżeczka suszonego lubczyku
1,5 łyżeczki sosu sojowego
3-4 łyżki wody
sól, pieprz
Cebulę kroję w piórka, jabłko w drobną kostkę. Na patelni rozgrzewam olej z dodatkiem wszystkich przypraw. Cebulę i jabłka smażę aż cebula zacznie się rumienić. W tym czasie w blenderze rozdrabniam fasolę, dodając pod koniec suszone śliwki, wodę oraz sos sojowy.
Gdy cebula jest już złota, a jabłka delikatnie się rozpadają dodaję na patelnię rozdrobnioną fasolę, wszystko dokładnie ze sobą mieszam i smażę jeszcze chwilę. Przyprawiam do smaku solą i pieprzem.
Jeśli cebulę pokroiłam zbyt niedbale, na koniec jeszcze raz wszystko wrzucam do blendera(wyrzucając wcześniej liście laurowe i ziele angielskie) i lekko rozdrabniam. Jeśli jednak jest w odpowiednio małych kawałkach, przekładam wszystko do pojemniczka i odstawiam do ostygnięcia.
Podaję z domowym chlebem na zakwasie (o pieczeniu chleba już wkrótce napiszę), oraz ogórkiem kiszonym.
Smacznego!






