Moje ulubione zajęcie w niedzielny poranek? zbieram się cicho z łóżka, gdy mąż jeszcze głęboko śpi, i uciekam do kuchni. Wtedy mam spokój, ciszę i niczym niezmąconą przyjemność gotowania.
*robot kuchenny to wygodny wynalazek, zwłaszcza w przypadku wyrabiania ciasta, jednak poza brakiem mięśni rąk u mnie, robot niewiele zmienia w cieście, w związku z tym spokojnie ciasto można wyrobić rękami
Smacznego!
i w ten sposób wolne poranki zwykle dla mojego męża oznaczają świeże babeczki, albo bułeczki.
Tym razem podzielę się z wami moją ulubioną chałką. Oboje jesteśmy ogromnymi fanami tego pieczywa, jednak przy sklepowej chałce (oraz ziemniakach i kilku innych produktach) co raz częściej mówimy "to już nie ten smak jak kiedyś". Dlatego też na stałe w naszej kuchni zagościł ten przepis.
do przygotowania chałki używam:
robot kuchenny*, pędzelek do smarowania
przepis:
na dwie chałki, lub jedną bardzo długą
na dwie chałki, lub jedną bardzo długą
750g mąki pszennej
225ml mleka
15g świeżych drożdży
75g masła
3 jajka
1 żółtko
3 łyżki miodu
1 i 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego**
1 łyżeczka soli
na kruszonkę:
25g masłą
50g mąki
30g cukru
*robot kuchenny to wygodny wynalazek, zwłaszcza w przypadku wyrabiania ciasta, jednak poza brakiem mięśni rąk u mnie, robot niewiele zmienia w cieście, w związku z tym spokojnie ciasto można wyrobić rękami
**używam ekstraktu, bo mam go zawsze pod ręką. jeśli wolicie jeszcze bardziej waniliowy zapach, a macie pod ręką dobrą wanilię, zagotujcie mleko z laską wanilii.
Pamiętajcie że ekstrakt to nie to samo co zapach(a fuj, nie spotkałam się z dobrym zapachem). Ekstrakt kupujemy w małych ciemnych buteleczkach.
Masło roztapiam w garnuszku i daję mu chwilę na ostygnięcie, w tym czasie mleko ogrzane do temperatury pokojowej mieszam z ekstraktem oraz drożdżami.
700g mąki mieszam w misce robota z solą, a potem dodaję mleko z drożdżami i zaczynam wyrabiać, następnie dodaję do niego masło, jajka oraz miód (zwykle, żeby wszystko szybciej się wyrabiało wystudzone masło jeszcze w garnuszku mieszam z miodem i jajkami, a potem mieszankę dodaję do ciasta), znów wyrabiam, dodając pozostałe 50g mąki, partiami. Tutaj potrzebne jest wyczucie, ciasto musi być gładkie i odchodzić od miski(ręki), powinno być elastyczne, jeżeli te 50g nie wystarczy, dodaję mąkę do czasu, aż ciasto będzie gładkie, elastyczne i nie będzie kleić się do miski (przynajmniej nie za bardzo). Wyrobione ciasto przekładam do wysmarowanej olejem miski, na około 2 godziny, lub do czasu aż podwoi swoją objętość.
Po wyrośnięciu, ciasto przekładam z miski na blat, wyrabiam krótko i dzielę na 6 części. Z każdej części formuję wałeczek około 30cm długości. O teraz zaczyna się zabawa. Gdy pierwszy raz robiłam chałkę myślałam że to jest jakaś strasznie skomplikowana rzecz, tymczasem okazało się że to banał, mało tego, jak by tego nie zrobić, chałka zawsze wyjdzie piękna.
Żeby nadać chałce kształt, musimy zapleść warkocz. Układam trzy wałki ciasta na blacie, zlepiając je mocno na końcu, zaplatam klasyczny warkocz, czyli lewy wałeczek - prawy wałeczek, końce znów zlepiam ze sobą i delikatnie zawijam pod chałkę (zlepiony początek również zawijam delikatnie pod spód).
Odstawiam do wyrośnięcia na około pół godziny, a w tym czasie przygotowuję kruszonkę, łącząc w misce masło, cukier i mąkę. Żółtko jajka mieszam z łyżką zimnej wody i smaruję pędzelkiem wyrośnięte chałki, warto zrobić to bardzo dokładnie, wtedy chałka będzie pięknie błyszcząca. Na koniec posypuję chałki kruszonką. Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 200st, na około 30minut, piekarnik ustawiony na termoobieg.
Piekę na papierze do pieczenia, jeśli nie używacie papieru, warto posmarować blachę tłuszczem.
Pamiętajcie że ekstrakt to nie to samo co zapach(a fuj, nie spotkałam się z dobrym zapachem). Ekstrakt kupujemy w małych ciemnych buteleczkach.
Masło roztapiam w garnuszku i daję mu chwilę na ostygnięcie, w tym czasie mleko ogrzane do temperatury pokojowej mieszam z ekstraktem oraz drożdżami.
700g mąki mieszam w misce robota z solą, a potem dodaję mleko z drożdżami i zaczynam wyrabiać, następnie dodaję do niego masło, jajka oraz miód (zwykle, żeby wszystko szybciej się wyrabiało wystudzone masło jeszcze w garnuszku mieszam z miodem i jajkami, a potem mieszankę dodaję do ciasta), znów wyrabiam, dodając pozostałe 50g mąki, partiami. Tutaj potrzebne jest wyczucie, ciasto musi być gładkie i odchodzić od miski(ręki), powinno być elastyczne, jeżeli te 50g nie wystarczy, dodaję mąkę do czasu, aż ciasto będzie gładkie, elastyczne i nie będzie kleić się do miski (przynajmniej nie za bardzo). Wyrobione ciasto przekładam do wysmarowanej olejem miski, na około 2 godziny, lub do czasu aż podwoi swoją objętość.
Po wyrośnięciu, ciasto przekładam z miski na blat, wyrabiam krótko i dzielę na 6 części. Z każdej części formuję wałeczek około 30cm długości. O teraz zaczyna się zabawa. Gdy pierwszy raz robiłam chałkę myślałam że to jest jakaś strasznie skomplikowana rzecz, tymczasem okazało się że to banał, mało tego, jak by tego nie zrobić, chałka zawsze wyjdzie piękna.
Żeby nadać chałce kształt, musimy zapleść warkocz. Układam trzy wałki ciasta na blacie, zlepiając je mocno na końcu, zaplatam klasyczny warkocz, czyli lewy wałeczek - prawy wałeczek, końce znów zlepiam ze sobą i delikatnie zawijam pod chałkę (zlepiony początek również zawijam delikatnie pod spód).
Odstawiam do wyrośnięcia na około pół godziny, a w tym czasie przygotowuję kruszonkę, łącząc w misce masło, cukier i mąkę. Żółtko jajka mieszam z łyżką zimnej wody i smaruję pędzelkiem wyrośnięte chałki, warto zrobić to bardzo dokładnie, wtedy chałka będzie pięknie błyszcząca. Na koniec posypuję chałki kruszonką. Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 200st, na około 30minut, piekarnik ustawiony na termoobieg.
Piekę na papierze do pieczenia, jeśli nie używacie papieru, warto posmarować blachę tłuszczem.
Smacznego!









